Archiwa blogu

Tęskniąc za latem

KwietnieNa zimny i ciemny wieczór, na pociechę – pamiętajmy, że niedługo znów przyjdzie lato! I wiatr, i zapach, i słońce!

Makowa akwarela

maki 2014

Inspiracja: Fotografia http://xavierschneider.deviantart.com/art/Vintage-Poppies-309120279

Z makami jestem na bakier. To moje prywatne wyzwanie, bo zmierzyłam się już z nimi kilkakrotnie, i nigdy jeszcze nie udało mi się osiągnąć pełni sukcesu. Podczas malowania maków pojawia się problem z doborem kolorów – wynika to z tego, że czerwień i zieleń są kolorami dopełniającymi, tzn znajdują się naprzeciw siebie w kole barw, i „gryzą się”. Ponieważ w akwareli poszczególne kolory lubią się miedzy sobą mieszać i przenikać, kładąc obok siebie te dwa kolory, uzyskujemy bardzo nieprzyjemny dysonans na obrazie. Kluczem jest odpowiednia waloryzacja barw – zasada jest taka, że jeśli kładziemy obok siebie kolory dopełniające, to tylko jeden z nich powinien być ciemny lub nasycony, a drugi bardzo jasny, blady. Dlatego na obrazie nie ma tak naprawdę ciemnej zieleni – zastąpiłam ją błękitem pruskim, który wspaniale w tej kompozycji sugeruje cień.  Zieleń jest jasna i blada, czerwień zaś mocna i nasycona. Ponadto, aby farby nie wymieszały się na papierze, najpierw malowałam zielone tło, a potem, po jego wyschnięciu, malowałam kwiaty. Białe linie i plamki to efekt zastosowania płynu maskującego jeszcze przed położeniem pierwszej warstwy farby.

Moje osobiste wnioski – za mało zróżnicowane przestrzennie są kwiaty, mogłam część z nich rozjaśnić, oddalić. Tło – w górnej części pracy brakuje błękitów, obraz jest przez to niespójny. Może spróbuję poprawić? Można dodać też jeszcze kilka traw w tle. Niepotrzebne żółte plamki na płatkach, lepiej było zostawić białe miejsca. Na plus maźnięcia płynu maskującego i ogólna kolorystyka. Ponieważ dolna część pracy podoba mi się o wiele bardziej niż górna, postanowiłam zaeksperymentować. Może lepiej im będzie oddzielnie? 😉

maki 2014 podzielone

Kwiaty jak motyle

Dziś o malowaniu akwareli na dużym formacie.

kwiaty jak motyle

Praca powstała na arkuszu 50x70cm. Niesamowicie trudna sprawa, akwarela na dużym formacie! Użyłam papieru Fabriano Artistico z bawełny. O ile akwareliści z całego świata wychwalać będą pod niebo papiery bawełniane (są drogie i podobno najlepsze), o tyle ja cudów nie widzę.  Papier się niesamowicie faluje, przy gramaturze 300g/m nie powinno to  mieć miejsca, myślałam że może mieć na to wpływ rozmiar, ale nie – zaczęłam pracę na mniejszym formacie, i problem nadal występuje; nie pomaga namaczanie arkusza przed malowaniem. Tworzą się koszmarne grzyby – miałam nie lada problem, żeby je zamaskować. Myślę, że temat grzybów akwarelowych rozwiniemy, bo to problem, z którym zmaga się wielu początkujących akwarelistów, ale ta praca nie jest jeszcze dobrym przykładem.

Wracając do malowania akwarelą na dużym formacie – problem stanowi panowanie nad całym arkuszem, nad równomiernym rozkładanie się plam farby i utrzymywaniu wilgotności, przy malowaniu mokre w mokre. Często skupiałam się nad jednym fragmentem obrazu, podczas gdy reszta wysychała. Nieoceniony w tym momencie okazał się spryskiwacz, bo nawilża duże obszary, dzięki niemu nie tworzą się nieładne plamy, i nie rozmazuje się już położony pigment, jak przy zwilżaniu papieru pędzlem. Ale nie uniknęłam błędów – niektóre kwiaty, niektóre płatki były wymywane męczone po kilka razy, i to niestety widać. Wniosek – nie poprawiać za dużo 🙂 tutaj zaleta papieru – bardzo dobrze znosi wielokrotne wymywanie i szorowanie, ale do białości wyczyścić się nie da. Istotne jest zaplanowanie wszystkiego od początku, rozkład świateł i cieni. Warto też zwrócić uwagę na zastosowanie soli, która odpycha farbę i tworzy ciekawe wzory.

Kwiaty storczyka, inspiracja prozaiczna – zbiór darmowych tapet na pulpit gdzieś w sieci. Zmieniłam kadr i niektóre elementy, poza tym, jeśli zdjęcie był udostępnione do ogólnego użytku, jak wyglądają prawa autorskie do zdjęcia? To zawsze delikatny temat, malowanie z cudzych zdjęć. Podkrada się kadr, światło, kompozycje. Miło, jeśli mam możliwość skontaktować się z autorem fotografii, która mnie zainspirowała, mogę zapytać, czy nie ma nic przeciwko, staram się linkować autorów zdjęć pod pracą. A co w tym przypadku, kiedy autora nie ma, nie jest mi znany?

Malowanie snów

Trudna sprawa.

Sny są ulotne, nierzeczywiste, bez szczegółów. A jednak, nierzadko zapadają w pamięć, nie tyle obrazem, co uczuciami jakie w nich dominują. Sztuką jest przedstawienie własnego uczucia w obrazie – jeszcze większą sztuką jest sprawić, by wzbudzić uczucie w odbiorcy. A przecież po to właśnie malujemy, prawda? By uwalniać emocje – na początku w sobie, potem, w miarę swego artystycznego rozwoju, w innych. Paradoksalnie, malowanie snów może nam w tym pomóc – bo w śnie chodzi przede wszystkim o uczucie. Nie koncentrujemy się na obrazie, na obiekcie który przedstawiamy, a na emocji, zaś obraz pozostaje tylko środkiem przekazu, ujętym w kolor,  światło, kontrast.

Dodatkowo, takie malowanie snów, i ogólnie malowanie emocji, może mieć wspaniałe działanie terapeutyczne. Bo w snach ujawniają się wszelkie niepokoje i lęki,  wyparte myśli, wątpliwości, układają się i przeżywają wrażenia z dnia. Z uwagi na to, że większa część wrażeń, doznań a niekiedy także myśli i emocji pozostaje poza sferą świadomości, skoncentrowanie się czasem na swoich snach może być bardzo użyteczne w odkrywaniu siebie i kształtowaniu osobowości.

Mój własny, namalowany sen. Jaki był? Sami się domyślcie 🙂

The Happiest Dream

Martwa natura – ku przetrodze i na pocieszenie ;)

Dlaczego martwa natura? Nigdy nie lubiłam tego określenia, wolę angielskie „still life”.

Z racji olbrzymiej ilości jabłek, zalegających w domu, postanowiłam namalować kilka, i tak oto powstała moja pierwsza martwa – pierwszy raz malowałam akwarelę z modelu ‚na żywo’.  Przy okazji przetestowałam nowe farbki – kupiłam kilka kostek ‚White Nights’, nowy pędzel i papier Winsor & Newton Artist’s. Efekt – jak widać.

Bez tytułu

Co rzuca się w oczy przede wszystkim? Zły dobór kolorów. Tło jest zbyt czerwone, przez co jabłka nie wychodzą na pierwszy plan, miska zaś sprawia wrażenie oderwanej od rzeczywistości.Myślę, że tło mogłoby być bardziej stonowane, mniej nasycone. Miska mogłaby być bardziej szklana – zbyt niedbale ją namalowałam. Jabłka same w sobie wydają mi się całkiem udane, z przyjemnym światłocieniem. Cały obrazek jednak sprawia wrażenie niedbałego i niespójnego.

Kilka słów należy się tutaj farbom – kostkami jestem zachwycona, co dziwne, bo zawsze wolałam tubki. Do tej pory jednak jedyne kostki z jakimi miałam do czynienia, to był Karmański, polskie farby, stosunkowo dobre i tanie, niestety mają bardzo słabe nasycenie kolorów, i ciężko się nimi maluje. Ponieważ były to moje pierwsze farby, zakupione jeszcze na studiach, dość skutecznie zraziły mnie do akwareli w kostkach. Ostatnio jednak pociągnęła mnie ich wygoda, brak konieczności wyciskania farb z tubek i o wiele mniej zabawy z rozkładaniem całego majdanu, dlatego zainwestowałam w kilka kostek White Nights, dokładnie  cztery – Lemon Yellow, Madder Red, Bright Blue i Red Ochre. Tak naprawdę, obrazek wykonałam tylko tymi czterema kolorami, i być może był to błąd. Same farby jednak są genialne, miękkie, bardzo łatwo się nabierają na pędzel, dają mocne kolory. Na pewno kupię więcej.

Mniej pochwał mam na pewno dla papieru. Tak naprawdę, to wcale nie mam dla niego pochwał. Miał być blok klejony z czterech stron, w rzeczywistości kartki są tak słabo klejone, że fruwają niemal luźno. Papier dość szybko wysycha, przez co trudno jest malować mokre w mokre. Wysoka gramatura (300g/m2) oraz dość mocna faktura sprawia że papier prawdopodobnie bardzo dobrze się nadaje do suchych technik, ale ja mam dość wodnisty sposób malowania, i niestety, do tego celu się zupełnie nie nadaje. Farba słabo się rozpływa, nie wsiąka, robią się nieładne plamy. Plusem jest to że nie faluje. Ma również drugą stronę gładką, więc dam mu jeszcze szansę, ale raczej jestem na nie. Mam wrażenie, że ten obraz wygląda tak kiepsko właśnie rzez papier… 😉

Na koniec model ‚na żywo’, oraz moje stanowisko pracy 😀

IMG_3965IMG_39673

Akwarela dla początkujących

Jest techniką bardzo wymagającą. Jest trudna, wymaga pewnej ręki, dokładnego planowania, doboru kolorów, ilości wody, rodzaju papieru, nacisku pędzla… Łatwo popełnić błąd, trudno go poprawić. Potrzeba czasu, żeby ją opanować, nawet jeżeli jesteś mistrzem w innej dziedzinie, w rysunku, oleju, akrylu – przy akwareli może okazać się, że nic tak naprawdę nie umiesz.

Postanowiłam nieco przecharakteryzować swój blog. Oczywiście dalej będzie utrzymany w duchu filozoficzno – ekologicznym, ale ponieważ uważam go w pewnym sensie za swoisty obraz mnie, myślę, że za mało w nim tej mojej artystycznej cząstki, wrażliwości i empatii, która jest tak istotną. Nie uważam się za artystę, poziom moich prac odbiega od ideału, mam jednak nadzieję, że publikując tutaj moją ‚drogę malarza’, ze wszystkimi porażkami i sukcesami, uda mi się stworzyć coś w rodzaju przewodnika dla początkujących, przykład, że nie należy się zniechęcać, przejmować niepowodzeniami, tylko – robić swoje.  Najważniejsza jest osobista przyjemność, i nie ma znaczenia, czy zamalujesz kartkę na fioletowo, bo po prostu miałeś ochotę, czy narysujesz pijany wieżowiec bez perspektywy, bo nic cię ona nie obchodzi 😀 Najważniejsza jest energia, którą czujesz w dłoni, trzymając pędzel, i swoista radość, kiedy mieszasz farbę, i to uczucie, nie do nazwania, kiedy mokra farba rozpływa się, wsiąka w papier tworząc nieprzewidywalne wzory. Przy tych wszystkich cudach, kto by się przejmował perspektywą? 😉

 

 

Malowanie akwarelą

Kilka lat temu spotkałam akwarele. Uczyłam się malować. Uczył mnie pewien Profesor, Artysta z Wielkiej Litery. Poza genialnym poczuciem humoru i genialnym zmysłem artystycznym, nie posiadał on niestety w sobie nic, co pozwoliłoby mi zrozumieć, czym jest malarstwo.
Malowałam sztywno, lękliwie, wciąż obawiając się, że coś może nie wyjść. Mój wymyślony perfekcjonizm doprowadził do tego, że z przerażeniem wycierałam każde krzywe pociągnięcie pędzelka. Brakło mi wiary w siebie i radości z malowania – zagubiła się w szczególikach, poprawkach, i pragnieniu „żeby się podobało”.
Ostatnio jednak postanowiłam się douczyć. Uznałam, że czegoś mi brak, jakiejś ważnej wiedzy, umiejętności, postanowiłam się pouczyć od tych, którzy „to coś” w swoich obrazach mają.  Po kilku technicznych filmach, tekstach, instrukcjach, natrafiłam na film pewnej Pani, która uczyła malować kwiaty. Wypowiedziała magiczne zdanie: „Nie bój się malować – ciesz się malowaniem, przecież to takie ekscytujące!” Nie ważne co wyjdzie, malowanie ma ci sprawiać radość, ciesz się nim, ekscytuj, bo w akwareli nigdy do końca nie wiesz, jak rozpłynie się farba. Próbuj, eksperymentuj, i nie przejmuj się rezultatem – liczy się przyjemność. Paradoksalnie właśnie wtedy otrzymasz najlepsze efekty!
Poniżej pierwszy w moim życiu obrazek (a w sumie dwa), który namalowałam dla siebie, a nie po to, „żeby się komuś podobał”. I uważam, że to było jedno z moich najlepszych doświadczeń w życiu.

 

makowy dyptyk

Pokolenie Ikea

Cześć. Jestem Piotr C. Jestem blogerem, pisarzem i opowiadam historie.

nanibo

"Make art not war"

Ławki uliczne

Prezentujemy ławki uliczne oraz inne meble miejskie

Blog o Malarstwie - techniki i produkty malarskie

Blog o malarstwie - techniki, materiały, informacje

CyberJogin

Każdy przejaw ruchu to emanacja wszechobecnej świadomości której jesteśmy częścią. Czerp wewnętrzną moc u jej źródła.

Życie to gra

Into the wild.

Gdybym dorosła

rzecz o tym jak wziąć odpowiedzialność za swoje życie i zacząć się nim cieszyć

Jb's home

Just another WordPress.com weblog

Nieznane brzegi

Dziennikarstwo i komunikowanie masowe. Opisuje Karol Kostrzewa

Rozwój i Świadomość

There are no ordinary moments...