„Namaluj mi coś”, czyli jak dostać w zęby od artysty

Spotkaliście się kiedyś z tym? Że ludzie z otoczenia, dowiadując się, że malujesz (rzeźbisz, szydełkujesz, projektujesz ogródki czy cobądź), mają gwiazdki w oczach, i z miną Kota w Butach mówią: „Namaluj mi jakiś obraz..”. Albo, co gorzej – „No to musisz mi coś namalować!”

Oczywiście w prezencie. Oczywiście specjalnie dla nich. Oczywiście za darmo. Oczywiście, widząc moją niezbyt przychylną minę, dodają w pośpiechu: „Zastanów się, co byś za to chciała…” Oczywiście, przecież dla mnie to żaden kłopot, przecież marzę, żeby cały świat obdarowywać ślicznymi, kolorowymi, słodkimi akwarelkami od serca, coby ludziom żyło się lepiej, nastroje były lepsze, ludzie szczęśliwsi. Na pewno dzięki moim akwarelkom (czapkom, rękawiczkom, szaliczkom) świat się zmieni. Żaden kłopot.

Otóż, moi kochani, nie. Nóż mi się otwiera w kieszeni, kiedy słyszę „Namaluj mi”. Rzygać się chce, kiedy po raz setny słyszę „To kiedy mi coś namalujesz?”, i mam ochotę na morderstwo, kiedy słyszę „na prezent”.

Ludzie dramatycznie nie doceniają wartości rękodzieła, jakiekolwiek by ono było. Wydaje im się, że to tylko rozrywka – nie widzą pracy, wysiłku, godzin, dni, miesięcy(!) spędzonych na uczeniu się, tysiącu prób i błędów, stosów zużytych kartek, sprutych czapek, wyrzuconych do kosza kolczyków. Widzą śliczną czapeczkę, którą zrobiłaś w wolnej chwili – przecież zrobisz sobie jeszcze 10 takich, daj mi tą jedną… A na cenę właściwie wyliczoną, reagują śmiechem, niedowierzaniem, w końcu obrazą. Na Allegro pełno jest przypadków rękodzieła, sprzedawanego po kosztach, bo inaczej by się nie sprzedało. Smutne to.

Wybaczcie ale nie jestem jarmarcznym handlarzem, sklepem z upominkami, nie maluję walentynek, a już na pewno nie charytatywnie. Powiem nawet, że uznaję swoje malarstwo za sztukę. I że się cenię. I jeśli nie mam ochoty, to nie maluję, ani za pieniądze, ani za nic. Obrazy, i owszem, można kupić, można je dostać w prezencie, jeśli się jest mi bliskim. Ale tylko obrazy, które już są, które powstały faktycznie, z serca, z uczucia. A tak o, na zawołanie? Łatwiej jest mówić, że już nie maluję, niż użerać się po raz kolejny z „Namaluj mi”. Zwłaszcza, że często ciężko jest powiedzieć komuś bliskiemu, że ma ci zapłacić  za obraz,  i że sztuka nie rośnie na drzewach.

Ciekawe, coby było gdybym na prośbę „Namaluj mi”, dała komuś wisielca z krukami wydziobującymi oczy? Hmmm…

 

Reklamy

About patriszkarch

Dostałam od życia kilka prezentów: wrażliwość na piękno, ukochanie dla świata, uwielbienie dla życia i umiłowanie dla pisanego słowa. Wszystkim co mam - dzielę się.

Posted on 9 marca 2017, in Art - poem, Uncategorized, Świadomość. Bookmark the permalink. 2 komentarze.

  1. Dobry pomysł z tymi krukami! Przecież miało być.. „coś” 🙂 No i coś zostało namalowane!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Pokolenie Ikea

Cześć. Jestem Piotr C. Jestem blogerem, pisarzem i opowiadam historie.

nanibo

"Make art not war"

Ławki uliczne

Prezentujemy ławki uliczne oraz inne meble miejskie

Blog o Malarstwie - techniki i produkty malarskie

Blog o malarstwie - techniki, materiały, informacje

CyberJogin

Każdy przejaw ruchu to emanacja wszechobecnej świadomości której jesteśmy częścią. Czerp wewnętrzną moc u jej źródła.

Życie to gra

Into the wild.

Gdybym dorosła

rzecz o tym jak wziąć odpowiedzialność za swoje życie i zacząć się nim cieszyć

Jb's home

Just another WordPress.com weblog

Nieznane brzegi

Dziennikarstwo i komunikowanie masowe. Opisuje Karol Kostrzewa

Rozwój i Świadomość

There are no ordinary moments...

%d blogerów lubi to: