Droga

Ostatnio obejrzałam się za siebie. Tak się w sobie zatrzymałam i popatrzyłam, nie na wydarzenia, ale na siebie. Dwa, trzy cztery lata temu… I nie poznałam tamtej osoby.

Trzy lata to nie jest długo w kontekście całego życia. Tym bardziej dziwi mnie ogrom zmiany, która we mnie zaszła  Założyłam bloga cztery lata temu. Przechodził on różne etapy, metamorfozy, od rozwoju osobistego, duchowego, przez tematykę ekologii i nawracania świata na właściwe tory, na malarstwie kończąc. Teraz go odkopałam, i pełni funkcję słodko-gorzkiego bufora moich myśli, swoistej autoterapii, podsumowania. Kiedyś byłoby to nie do pomyślenia – mówić co myślę!

Kiedyś pisałam o tym, co wydawało mi się słuszne. Potem, co wydawało mi się interesujące. Teraz piszę to, co mam w głowie, i jest to bardzo ciekawe doświadczenie – polecam. Bez lęku przed oceną, przed tym, co ktoś pomyśli na mój temat, nic nie jest istotne.

Dużo więcej we mnie dystansu. Dojrzałości, siły, szczerości wobec samej siebie. Niestety, więcej też ironii i goryczy, mniej naiwności i beztroski. Prawdą jest iż zmiana rodzi się w bólach. To te najtrudniejsze doświadczenia szlifują nas, rzeźbią i umacniają. Cieszę się, że taką się stałam – mimo wszystko, mimo realizmu, jaki zyskałam, dalej pozostała mi wiara w dobro.

Myślę że nigdy nie dostajemy na swoje barki ciężaru, którego nie moglibyśmy unieść. Jeżeli stajesz przed jakąś trudnością, to dlatego, że właśnie teraz, w tym momencie twojego życia jesteś w stanie sobie z nią poradzić. A gdy już to uczynisz, powstaniesz silniejszy.

Modlitwa o czas

Miała być modlitwa o powrót weny. Tak mi brakuje malowania… Ale uświadomiłam sobie, że wena wróciła już dawno. Wróciła, bo sam fakt że tęsknię, już jest oznaką tego, że ona jest. Nie tęskniłam przez ostatnie dwa lata…a teraz tęsknię. Tylko nie mogę się przełamać, żeby znów zacząć, głównie dlatego, że nie mam czasu. Czasu w rozumieniu swobody, komfortu, luzu, nie 20 minut przy herbacie, tylko dnia, kiedy faktycznie mam podopinane wszystkie obowiązki, i z czystym sumieniem mogłabym powiedzieć: O! To teraz mogę pomalować. Nie mogłabym malować mając pół godziny czasu (to tak jak gracze mawiają, że nie opłaca się odpalać gry na pół godziny). No po prostu nie.

Czas stał się najbardziej deficytowym towarem współczesnego świata. Co się stało z życiem? Ze światem? Umawiać z przyjaciółmi muszę się na dwa tygodnie wprzód. Znalezienie wolnego wieczoru graniczy z cudem. Dzień dla siebie odszedł w niepamięć, a nawet jeśli znajdzie się moment, kiedy faktycznie NIC nie robię, jestem tak zmęczona, że mogę się tylko tępo patrzeć w telewizor. Gdybym mogła, kupowałabym czas, najchętniej w Biedronce, tak żeby leżał na półeczkach przy kasie. Taka promocja dla zapominalskich: Zupełnie zapomniałem że potrzebuję dziś jeszcze trochę czasu! Muszę koniecznie dokupić pół godzinki!

Kuriozum.

Panie Boże, daj nam, ludziom, jeszcze trochę czasu. Przecież jeszcze nie zrobiliśmy tego, do czego nas powołałeś…

„Namaluj mi coś”, czyli jak dostać w zęby od artysty

Spotkaliście się kiedyś z tym? Że ludzie z otoczenia, dowiadując się, że malujesz (rzeźbisz, szydełkujesz, projektujesz ogródki czy cobądź), mają gwiazdki w oczach, i z miną Kota w Butach mówią: „Namaluj mi jakiś obraz..”. Albo, co gorzej – „No to musisz mi coś namalować!”

Oczywiście w prezencie. Oczywiście specjalnie dla nich. Oczywiście za darmo. Oczywiście, widząc moją niezbyt przychylną minę, dodają w pośpiechu: „Zastanów się, co byś za to chciała…” Oczywiście, przecież dla mnie to żaden kłopot, przecież marzę, żeby cały świat obdarowywać ślicznymi, kolorowymi, słodkimi akwarelkami od serca, coby ludziom żyło się lepiej, nastroje były lepsze, ludzie szczęśliwsi. Na pewno dzięki moim akwarelkom (czapkom, rękawiczkom, szaliczkom) świat się zmieni. Żaden kłopot.

Otóż, moi kochani, nie. Nóż mi się otwiera w kieszeni, kiedy słyszę „Namaluj mi”. Rzygać się chce, kiedy po raz setny słyszę „To kiedy mi coś namalujesz?”, i mam ochotę na morderstwo, kiedy słyszę „na prezent”.

Ludzie dramatycznie nie doceniają wartości rękodzieła, jakiekolwiek by ono było. Wydaje im się, że to tylko rozrywka – nie widzą pracy, wysiłku, godzin, dni, miesięcy(!) spędzonych na uczeniu się, tysiącu prób i błędów, stosów zużytych kartek, sprutych czapek, wyrzuconych do kosza kolczyków. Widzą śliczną czapeczkę, którą zrobiłaś w wolnej chwili – przecież zrobisz sobie jeszcze 10 takich, daj mi tą jedną… A na cenę właściwie wyliczoną, reagują śmiechem, niedowierzaniem, w końcu obrazą. Na Allegro pełno jest przypadków rękodzieła, sprzedawanego po kosztach, bo inaczej by się nie sprzedało. Smutne to.

Wybaczcie ale nie jestem jarmarcznym handlarzem, sklepem z upominkami, nie maluję walentynek, a już na pewno nie charytatywnie. Powiem nawet, że uznaję swoje malarstwo za sztukę. I że się cenię. I jeśli nie mam ochoty, to nie maluję, ani za pieniądze, ani za nic. Obrazy, i owszem, można kupić, można je dostać w prezencie, jeśli się jest mi bliskim. Ale tylko obrazy, które już są, które powstały faktycznie, z serca, z uczucia. A tak o, na zawołanie? Łatwiej jest mówić, że już nie maluję, niż użerać się po raz kolejny z „Namaluj mi”. Zwłaszcza, że często ciężko jest powiedzieć komuś bliskiemu, że ma ci zapłacić  za obraz,  i że sztuka nie rośnie na drzewach.

Ciekawe, coby było gdybym na prośbę „Namaluj mi”, dała komuś wisielca z krukami wydziobującymi oczy? Hmmm…

 

Maków pełna łąka

Idę maków pełną łąką

a na ramieniu mi przysiadł

stary przyjaciel, ból.

Zabrał mi farby, i się cieszy.

Nasza znajomość liczy się już w latach, wiesz?

Wiem – odpowiadam obojętnie.

Obserwuję maki. I chmury. I rozdwojone końcówki, i męskie skarpety. I frytki na obiad. I kanapki o każdej porze dnia i nocy.

A mój stary przyjaciel, ból, siedzi na moim ramieniu, i się cieszy.

Zastanawiam się, kiedy w końcu – jak każdy przyjaciel – odejdzie?

coś

Różany tryptyk

Różany Tryptyk

A little drop of light

A little drop of light

Tęskniąc za latem

KwietnieNa zimny i ciemny wieczór, na pociechę – pamiętajmy, że niedługo znów przyjdzie lato! I wiatr, i zapach, i słońce!

Tusz i akwarela – dyptyk

czerwone 1.1 czerwone 2.2

Makowa akwarela

maki 2014

Inspiracja: Fotografia http://xavierschneider.deviantart.com/art/Vintage-Poppies-309120279

Z makami jestem na bakier. To moje prywatne wyzwanie, bo zmierzyłam się już z nimi kilkakrotnie, i nigdy jeszcze nie udało mi się osiągnąć pełni sukcesu. Podczas malowania maków pojawia się problem z doborem kolorów – wynika to z tego, że czerwień i zieleń są kolorami dopełniającymi, tzn znajdują się naprzeciw siebie w kole barw, i „gryzą się”. Ponieważ w akwareli poszczególne kolory lubią się miedzy sobą mieszać i przenikać, kładąc obok siebie te dwa kolory, uzyskujemy bardzo nieprzyjemny dysonans na obrazie. Kluczem jest odpowiednia waloryzacja barw – zasada jest taka, że jeśli kładziemy obok siebie kolory dopełniające, to tylko jeden z nich powinien być ciemny lub nasycony, a drugi bardzo jasny, blady. Dlatego na obrazie nie ma tak naprawdę ciemnej zieleni – zastąpiłam ją błękitem pruskim, który wspaniale w tej kompozycji sugeruje cień.  Zieleń jest jasna i blada, czerwień zaś mocna i nasycona. Ponadto, aby farby nie wymieszały się na papierze, najpierw malowałam zielone tło, a potem, po jego wyschnięciu, malowałam kwiaty. Białe linie i plamki to efekt zastosowania płynu maskującego jeszcze przed położeniem pierwszej warstwy farby.

Moje osobiste wnioski – za mało zróżnicowane przestrzennie są kwiaty, mogłam część z nich rozjaśnić, oddalić. Tło – w górnej części pracy brakuje błękitów, obraz jest przez to niespójny. Może spróbuję poprawić? Można dodać też jeszcze kilka traw w tle. Niepotrzebne żółte plamki na płatkach, lepiej było zostawić białe miejsca. Na plus maźnięcia płynu maskującego i ogólna kolorystyka. Ponieważ dolna część pracy podoba mi się o wiele bardziej niż górna, postanowiłam zaeksperymentować. Może lepiej im będzie oddzielnie? 😉

maki 2014 podzielone

Pokolenie Ikea

Cześć. Jestem Piotr C. Jestem blogerem, pisarzem i opowiadam historie.

nanibo

"Make art not war"

Ławki uliczne

Prezentujemy ławki uliczne oraz inne meble miejskie

Blog o Malarstwie - techniki i produkty malarskie

Blog o malarstwie - techniki, materiały, informacje

CyberJogin

Każdy przejaw ruchu to emanacja wszechobecnej świadomości której jesteśmy częścią. Czerp wewnętrzną moc u jej źródła.

Życie to gra

Into the wild.

Gdybym dorosła

rzecz o tym jak wziąć odpowiedzialność za swoje życie i zacząć się nim cieszyć

Jb's home

Just another WordPress.com weblog

Nieznane brzegi

Dziennikarstwo i komunikowanie masowe. Opisuje Karol Kostrzewa

Rozwój i Świadomość

There are no ordinary moments...